List do Biblioteki - Urszula

MOJA DROGA PRZYJACIÓŁKO BIBLIOTEKO!!

Przyjaciółko, dlatego że właśnie  u Ciebie można spotkać przyjaciół. Zwierzamy się też zazwyczaj przyjaciołom.

Chciałabym więc opowiedzieć pewną zabawna historię, która wydarzyła się pół wieku temu. Był piękny letni dzień. Słońce prażyło jak oszalałe, a ja przebierałam z nogi na nogę, żeby już się wyrwać nad jezioro i wystawić już spalone ciało na słońce. Czekoladka będzie się lepiej prezentowała w nowo kupionej sukience. Smutno jednak tak leżeć plackiem samej na pomoście, więc postanowiłam namówić na opalanie sąsiadkę. Ona uwielbiałam się smażyć na słońcu więc długo nie trzeba było ją prosić. Ekwipunek przygotowany no i w drogę. No ale chwila, na tak długo nie zostawię w domu psa, gdzie już z rana nie ma czym oddychać. Sąsiadka stwierdziła, jaki to problem zabieramy ja ze sobą. No i pies idzie się opalać w dosłownym tego znaczeniu. Mija godzina pierwsza, druga, trzecia… Sunia się zdenerwowała i z nudów pcha się między nas na koc. Psina dużych gabarytów więc miejsca mało. Śmiejemy się do łez. Ja mam tylko położony na piersiach biustonosz, żeby szeleczki się nie odbiły a sunia dalej się rozpycha. Leżymy więc we trzy. Suni pewnie się znudziło, więc jak nie capnie mi biustonosz i dalej w krzaki, a ja zostałam topless. Do ręcznika daleko, sąsiadka płacze ze śmiechu a ja widzę za płotem uczniów z wychowawcą na lekcji w-f. Okrywając się zdobytym ręcznikiem ruszyłam za nią, a ona robi slalom pomiędzy porzeczkami i targa moim biustonoszem w zębach. Wściekła dopadłam suni. Wszyscy bili brawo, a ja z podkulonym ogonem i dumną sunia wróciłam do domu. Tak zakończył się jeden z piękniejszych dni lata. Bardzo często wspominamy ten dzień z sąsiadka, każda jeszcze coś doda i śmiejemy się do łez.

Twoja przyjaciółka Ula.

X