List do Biblioteki - Aneta

Moja droga Biblioteko!

 

Muszę Ci opowiedzieć jak zabrałam kiedyś moją rodzinę na „Słowiankę”. Nowe, niedawno otwarte baseny, więc trzeba było zobaczyć jak tam jest. Umiem i lubię pływać, mój syn średnio, za to mój mąż wcale i nie czuje potrzeby nauczenia się. W końcu nie każdy musi umieć. Panowie nie wykazywali wielkiego entuzjazmu, ale ponieważ była to nowość w naszym mieście, postanowili sprawdzić jak tam jest. Namówiłam jeszcze siostrę i całą gromadką wybraliśmy się tam w niedzielne popołudnie. Bardzo przyjemne miejsce, 2 jacuzzi oraz 2 baseny: sportowy i rekreacyjny. I właśnie ten drugi nas zainteresował, z powodu zjeżdżalni. Trzy wielkie kręcone rury, do których ludzie wchodzili, a potem wypadali  z impetem do basenu, głośno chlapiąc. Mój niepływający mąż nabrał ochoty na zjazd.

-Paweł idziemy?- zapytał naszego ośmioletniego syna, który tylko na to czekał.

- Człowieku, przecież ty się boisz wody- powiedziałam do męża śmiejąc się głośno.

-  Ha! Woda w tym basenie jest do pasa. Sprawdziłem to przed chwilą, więc jak wpadnę to nic mi się  nie stanie.- powiedział i ruszyli w stronę zjeżdżalni.

- Chodź Marzenko- powiedziałam do siostry- jak go znam, to coś wywinie.

Usiadłyśmy sobie na brzegu basenu, żeby lepiej widzieć i czekamy.  Pierwszy z niedużym impetem wypadł Paweł. Poradził sobie świetnie, nawet nie musiałam mu pomagać. Czekamy dalej, teraz mój małżonek…

Wyleciał z tej „rury” jak z procy. Wiadomo, waga robi swoje! Wpadł do basenu z zamkniętymi oczami i spanikował. Zgięty w pół, cały pod wodą, a przypominam Ci, że tam nie było głęboko, macha rękoma jakby płynął żabką albo czegoś szukał po omacku. Nagle na coś natrafia, łapie i ciągnie w dół. Nie uwierzysz, on złapał obcego człowieka za spodenki kąpielowe i próbował się po nich wydostać na powierzchnię. Facet złapał za kąpielówki i ciągnie w górę, przestraszony, nie wie o co chodzi. Moja siostra płacze ze śmiechu, a ja nie wiem co robić. Czy ją uciszać, bo wyje na cały basen, czy łapać męża, czy wreszcie pomóc facetowi zachować godność? W końcu mój ślubny jakoś się wynurzył.

-Boże, prawie się utopiłem, a ty nawet nie kiwnęłaś palcem, żeby mnie ratować.- wyrzucał mi kaszląc.

- Ratować to ja powinnam faceta, którego napadłeś. O mało chłop nie zszedł na zawał. Myślał pewnie, że się do niego dobierasz. Przeproś go teraz!

Niestety mężczyzny nigdzie nie było widać. Wcale się z resztą nie dziwię, ja też wolałabym nie ryzykować. Z drugiej strony, jakby mu ściągnął ten kąpielówki…

Nie, to już byłoby zbyt duże kino. Chociaż…

Pozdrawiam Cię. Wpadnę niedługo to pośmiejemy się razem.

Aneta

X